wege glowne

Wywiad: Wszystko o menu weselnym w wersji wege!

Weselne menu bez mięsa? Z początku pomysł wydawał mi się absurdalny, ale moja rozmówczyni pokazała mi, że czasem to może mieć sens. Dzięki temu dowiedziałem się co ma wspólnego włoska kuchnia z weganami, czym jest japoński ramen i dlaczego nie należy bać się złych wegan z facebookowych grup.

Jeżeli ciekawi Was, jak stworzyć weselne menu, które usatysfakcjonuje zarówno wegan, jak i mięsożerców – przeczytajcie moją rozmowę z Mają Święcicką z Vegan Ramen Bar. Przy okazji dowiecie się z czego są wegańskie „schabowe”.

Z badań  wynika, że mamy w Polsce blisko milion ludzi, którzy nie jedzą mięsa, czyli jakieś 3,2% całego społeczeństwa. Z tego połowa to weganie, czyli osoby, które jedzą wyłącznie produkty roślinne. Czyli statystycznie zapraszając 100 osób na wesele mamy szanse zetknąć się z kimś kto nie tknie tradycyjnych mięsnych potraw. Co więcej liczba osób rezygnujących z jedzenia mięsa stale się zwiększa. W większości krajów Europejskich to już nie 3 a 5-10%. Kim oni wszyscy są? Maja, czy możesz przybliżyć nam sposób myślenia wegan? Sposób odżywiania się to dla nich po prostu dieta czy raczej coś więcej jak ideologia czy styl życia?

Weganizm polega na całkowitej rezygnacji z produktów odzwierzęcych zarówno w lodówce jak i w kosmetyczce i w szafie. Niektórzy decydują się przejść na wegańską dietę ze względów zdrowotnych i opróżniają z produktów odzwierzęcych tylko lodówkę (tak jak to ostatnio zrobiła Beyonce). Inni ze względów stricte etycznych i wtedy to już nie jest tylko dieta a styl życia.
Ja przeszłam na wegetarianizm kiedy uświadomiłam sobie, że mięso jest bardziej potrzebne zwierzętom niż mnie. Jeżeli nie muszą go jeść, bo mam mnóstwo innych opcji, to po prostu lepszą decyzją wydaje się dać im spokój :)

Kiedy okazało się, że znacznie lepiej czuję się na takiej diecie, zrozumiałam, że na opakowaniu np. takiej piersi z kurczaka nie ma prawidłowego składu. W końcu tam, w samym mięsie jest też mnóstwo, mnóstwo chemii, sterydów i hormonów bez których ptaki nie urosłyby do pożądanych rozmiarów. Z czasem zrezygnowałam też z mleka i jajek bo po prostu przestały mi smakować i zaczęły uczulać. Potem dowiedziałam się, że dobrze zrobiłam, bo w końcu produktem ubocznym w produkcji mleka są cielaki – odbierane matkom po jednym dniu i po kilku tygodniach życia bez matki przerabiane na mięso. Tak chyba stałam się weganką, chociaż zdarza mi się jeszcze czasem zjeść coś, w czym jest jakiś składnik odzwierzęcy (np. jagodziankę posmarowaną białkiem z jajka). Nie świruję jakoś bardzo na tym punkcie, chociaż wiem, że są osoby które by mnie za to potępiły.

No właśnie! Jest taka grupa na Facebooku, nie będę cytował, co się tam pisze, ale jak przeczytałem kilka komentarzy, to miałem wrażenie, że jestem postrzegany jako osoba gorszej kategorii. Skąd się bierze wśród niektórych wegan takie potępienie dla osób, które jedzą co innego?

Z jakiegoś powodu te grupy na facebooku zdają się hermetyczne i nieprzyjazne, też to dostrzegam. To jest pewien rodzaj zaślepienia. W końcu mało kto na tym świecie jest weganinem od urodzenia. To znaczy, że kilka lat temu ci zacięci wegańscy wojownicy grillowali karkówkę na działce. Sądząc jednak po moich znajomych weganach to jest choroba która nie wynika z diety. Po prostu niektórzy ludzie już tacy są.

Ja uważam, że można inaczej. Wśród ludzi których kocham najbardziej na świecie większość to mięsożercy. Nie wiem z jakiego powodu miałabym uważać się za lepszą niż moja 10 letnia siostra, albo kochani dziadkowie. Niektórzy weganie odcinają się od swoich rodzin, uważając ich za pozbawionych empatii ignorantów. To chyba najgorsze co mogą zrobić. Każdy ma swoje powody, żeby podejmować takie decyzje jakie podejmuje. Warto jest rozmawiać o weganizmie i wytłumaczyć bliskim dlaczego to jest dla nas ważne. Dzięki temu nie jesteśmy narażeni na głupawe docinki przy rodzinnych spotkaniach. Jeżeli przyniesiemy ze sobą jakieś danie, którego będą mogli skosztować nie poczują się wykluczeni, jeżeli będziemy ich osądzać – przeciwnie. Ja jestem zdania, że wszyscy chcemy robić dobrze – czy to weganie, czy mięsożercy. Po prostu czasem mamy trochę inne definicje i to jest kwestia dotarcia się. Jeżeli będziemy się za te różnice opluwać to nigdzie wspólnie nie dojdziemy.

Całe szczęście, że są wśród Was także rozsądni ludzie. A skoro mowa o rozsądku. Jak to jest z cenami? Bo ja mam wrażenie, że zdrowa wegańska kuchnia jest bardzo droga. Jak kiedyś zobaczyłem ile kosztuje mleko sojowe to byłem w szoku…

A ja uważam, że wegańska dieta jest znacznie tańsza niż tradycyjna.
Przyniesienie do domu kilograma ryżu, fasoli (cieciorki, albo innego strączka) i wielkich toreb sezonowych warzyw i owoców na cały tydzień (w Warszawie) nie kosztuje mnie więcej niż 100/120 złotych. Owszem, takie produkty jak mleko sojowe wydają się drogie i egzotyczne, ale ich zużywa się może karton tygodniowo – dodając do kawy, czy odrobinę do wegańskich naleśników. Te ceny też zależą od sklepu i rodzaju mleka. W Biedronce można kupić słodkie sojowe mleko za niecałe 4 złote. A jak chcesz być super eko, to możesz sobie zrobić roślinne mleko sam.
To bardzo proste, wystarczy blender i pieluszka do odcedzania :)

No i jako argument ostateczny: polska kuchnia chłopska, tak samo jak włoska cucina povera (kuchnia pospólstwa) to kuchnie praktycznie wegańskie. Mówi się: „ tani jak barszcz“ – bo barszcz jest naprawdę tani. I wegańśki :) To, że dieta oparta na roślinach jest droga to po prostu mit.

Załóżmy, że mamy wesele na którym część gości jest weganami a część nie. Co wtedy? Osobny catering dla mięsożernych i dla wegan? A może wegańskie wesele jako ciekawostka i swego rodzaju motyw przewodni? Skoro można zamiast tortu zrobić wieżę z ciasteczek a zamiast wiejskiego stołu słodki bar czemu nie zamienić schabowego na danie z kaszy jaglanej czy soczewicy, myślisz o tym w ten sposób, dałoby radę?

Jestem przekonana, że wesele mogłoby być wegańskie w stu procentach i nikt by na brak mięsa nie narzekał. Włoska kuchnia jest pełna świetnych, z natury wegańskich dań, tak samo zresztą jak i nasza, Polska. Nie jedliśmy kiedyś mięsa codziennie, dlatego mamy wiele dań opartych na kaszach, strączkach, kapuście i ziemniakach. Pojawiają się tam takie warzywa jak jarmuż, czy topinambur – teraz bardzo modne a kilkadziesiąt lat temu jeszcze bardzo powszechne. Co najlepsze – na wegańskim weselu wcale nie trzeba rezygnować z kotletów. Jadłeś kiedyś panierowane boczniaki? To jest nawet lepsze niż schabowe! Burgery też można zrobić z roślin, także myślę, że naprawdę każdy temat przewodni można zweganizować. Potrzeba tylko trochę praktyki i kreatywności. A jeżeli chodzi o tort i wypieki wegańskie to one już w ogóle niczym nie ustępują tym tradycyjnym. Jest nawet sposób na pyszną bezę – bez jajek!

Zdjęcie: Wegannerd.blogspot.com

wege beza

A możesz podać jakiś przykładowy zestaw wegańskich dań na wesele?

Latem świetnie sprawdza się francuskie ratatouille z letnich pomidorów i młodej cukinii – smakuje wszystkim bez wyjątku. W gorące dni dobrym pomysłem jest też gaspacho albo wegański chłodnik. To w ramach takiego jeszcze koktajlowego wstępu. Potem potrzeby jest konkret. Ostatnim razem postawiliśmy na dwa rodzaje risotto. Jedno czerwone, szarfanowe z kolorową papryką i pomidorami, a drugie zielone – ze szparagami i cydrem. W ramach „mięsa“ w risotto można wykorzystać tempeh, tofu, albo po prostu wegańskie „chorizo“ (które jest w smaku i cenie naprawdę podobne do tradycyjnego).

Zrobiliśmy też lekko słodką, kremową zupę z batatów, i lekko pikantną węgierską zupę paprykową. Fajnie wychodzą włoskie pierożki, albo (w wersji wegetariańskiej albo wegańskiej) bakłażanowa parmigiana (rodzaj lasagne). Przepis na risotto z cydrem zgapiliśmy z Jadłonomii, najpopularniejszego polskiego wegańskiego bloga kulinarnego. Od niej jest też przepis na pasztet z suszoną śliwką, który obok smalcu z białej fasoli i hummusu podajemy do chleba. Na gości czekały jeszcze młode ziemniaczki w ilościach hurtowych (ziemniaczków nigdy za dużo!), świeże szparagi z lekkim cytrynowym dressingiem i trzy rodzaje sałatek. Po tym występie do dziś zbieramy komplementy. I chociaż to był pierwszy raz na taką skalę (120 osób!), wyszło naprawdę super! Dlatego fajnie, że rozmawiamy – mamy apetyt na więcej takich działań!

Powiedz coś więcej o swojej działalności. Zajmujesz się wegańskim cateringiem na wesela i inne imprezy? Czy realizujesz także małe zamówienia np do domu albo do pracy?

Realizuję wszystkie ciekawe zlecenia kateringi, czy śniadania prasowe. Nie prowadzimy pojedynczych dostaw do domu lub pracy. Nie ma jednak problemu żebyśmy przyjechali gotować na niewielkiej domowej imprezce :) Kiedy nie robimy cateringu popisujemy się naszym ramenem (kultowa japońska zupa, a właściwie rodzaj makaronu, pierwowzór zupek chińskich). Od tego tak naprawdę się zaczęło. Ja i moja druga połówka zamarzyliśmy o skosztowaniu japońskiego ramenu. W Warszawie jednak nie dało się tego uświadczyć (i wciąż jest ciężko), a nie mieliśmy kasy na podróż do Japonii, dlatego zaczęliśmy eksperymentować w domu. Oglądaliśmy przepisy japońskich szefów kuchni i blogerów a później przekładaliśmy je na wegańską ziemię. Kiedy zaczęło się udawać zaprosiliśmy znajomych (prawie samych mięsożerców) i okazało się, ze im strasznie smakuje.

Poszliśmy więc o krok dalej i dogadaliśmy się ze znajomą kawiarnią (Dolce and Vegan) gdzie przez dwa dni gotowaliśmy nasz ramen dla gości. Bawiliśmy się świetnie i wszystkim smakowało, a ja nabawiłam się zakwasów w palcach od ugniatania ciasta na świeży japoński makaron. Nabraliśmy więc trochę pewności siebie i zaczęliśmy karmić naszym jedzeniem większe ilości osób. Pocztą pantoflową dowiedzieli się o nas pierwsi weselni klienci. Najpierw byliśmy trochę w szoku, ale podjęliśmy się wyzwania. Wkrótce następny jedzeniowy występ!

wege4

Ślub weganki z mięsożercą wchodzi w grę? Jak myślisz? U nas w domu nie ma problemu z pogodzeniem wegetarianizmu u Magdy z moimi tradycyjnymi upodobaniami – wiesz, jedna kuchnia, jedna lodówka, jeden blat. Tylko trzeba się napracować podwójnie jak jemy co innego. Czy weganie są bardziej że tak powiem ortodoksyjni i to nie przejdzie?

Mój ukochany też jada mięso. Zgodził się jednak robić to poza domem, żebym nie musiała zeskrobywać jego resztek z patelni. Prawda jest taka, że po paru latach weganizmu po prostu trochę niefajne stają się te mięsne zapachy, bardzo intensywne z natury. Kuchnia wegańska w naszym domowym wykonaniu jest w pełni satysfakcjonująca na jego codzienne smaczki i zachcianki. Jeżeli zaś chodzi o wesele to tak naprawdę zazwyczaj trzeba godzić jedno z drugim, chyba, że kiedyś przyjdzie nam gotować w jakiejś wegańskiej osadzie. Z wegańskim cateringiem jest o tyle fajnie, że te dania mogą zarówno działać świetnie samodzielnie, jak i zostać potraktowane jako eleganckie dodatki.

Bardzo dobre rozwiązanie wymyślili państwo młodzi dla których ostatnio gotowaliśmy. Na imprezę zamówili od nas pełen wegański catering dla 120 osób, który uzupełnili słodkościami, chlebem od zaprzyjaźnionej piekarki i jednym sporym zwierzem. Zapewnił go ich znajomy rolnik, który go wypiekł, podzielił i zrobił dużą pieczeń oraz gulasz. Większość gości była wszystkożerna, ale sami młodzi byli wegetarianami i nie specjalnie chcieli płacić za mięso. Wybrnęli więc w ten sposób i uważam, że to bardzo racjonalne, fajne wyjście. W końcu tylko jedno zwierze zostało tutaj ugotowane. Na tradycyjnych weselach zwykle jest mnóstwo rodzajów mięs – tu kiełbasy, tam schabowe, pasztety, szaszłyki, ryby – wszystko z różnych zwierząt, prawdziwe pokłosie! Tutaj dla 120 osób wystarczył jeden zwierz. I wszyscy zadowoleni.

Zdjęcie: domowy ramen z grzybkami enoki i kapustą bok choi z Vegan Ramen Bar

wege ramen

Maja Święcicka: Mieszka w Warszawie, na zielonych Bielanach. Przez ostatnie 6 lat była zapracowaną dziennikarką, z czasem jednak zdecydowała się porzucić klawiaturę na rzecz patelni. Wraz ze swoim ukochanym prowadzi Vegan Ramen Bar, który pojawia się w różnych miejscach w Warszawie i serwuje tradycyjną japońską zupę ze świeżym makaronum. Przygodę z wegańśkim cateringiem zaczęła niedawno, ale ponieważ od zawsze kocha jedzenie – trafiła w różnorodne gusta gości. Z Mają możecie się skontaktować pisząc na adres: veganramenbar@gmail.com

 



About

Warszawiak na co dzień zajmujący się marketingiem w firmie turystycznej. Wcześniej interesował się wszystkim od archeologii, poprzez RPG i recenzowanie książek, kończąc na grach video. Jak to facet, praktyczny i konkretny wtedy kiedy trzeba.