DSCN1463

Tajemniczy Epir czyli nasze wielkie greckie wakacje

Dziś nietypowo notka jak z bloga podróżniczego a nie ślubnego, ale cóż, nie samym ślubem człowiek żyje. Przez blisko dwa tygodnie żyliśmy wyłącznie wakacjami.

Po wspaniałej podróży poślubnej do USA na następny dłuższy wyjazd przyszło nam czekać niemal 12 miesięcy. Tym razem pojechaliśmy do Grecji, żeby nie zobaczyć ani jednego starożytnego zabytku. Jak nam się to udało? Czas na krótki poradnik :)

Wolicie w góry czy nad morze?

Jeśli kiedykolwiek mieliście ten dylemat porzućcie czym prędzej myśli o Zakopanem lub Władysławowie. Wyjazd do Hellady to najlepszy sposób na połączenie pasji do opalania i kąpieli oraz podziwiania pięknych widoków. My urlop spędziliśmy w Pardze nad Morzem Jońskim, gdzie górskie szczyty leżą przy samej plaży.

DSCN1182

Grecja niejedno ma imię

Jasne że są pewne elementy wspólne dla wszystkich regionów kraju. Dobra pogoda, wyśmienite jedzenie, temperament i pozytywne nastawienie mieszkańców do turystów to tylko niektóre z nich. Z drugiej strony widząc niezwykle miejsca zupełnie nietypowe i nieprzystające w żaden sposób do naszej wizji Grecji z książek, filmów czy internetowych relacji trudno oprzeć się wrażeniu, że generalizowanie nie jest dobrym pomysłem. Choć trzymaliśmy się z dala od Aten, Delf czy Koryntu widzieliśmy w Grecji rzeczy naprawdę niesamowite.

No dobra, o co chodzi z tym Epirem?

To region Grecji znajdujący się w północno-zachodniej części kraju, na północy graniczy a Albania, a na południu i na wschodzie z innymi historycznymi regionami Grecji takimi jak Tesalia, Etolia i Akarnania. W starożytności Epir robił za bazę wypadową dla statków płynących do Italii, a nie centrum filozofii czy sztuki, niemniej dał się zapamiętać przynajmniej z 3 powodów. Pierwszym była wyrocznia w Dodonie – druga pod względem ważności po Delfach. Następnym fakt, że właśnie z tamtego regionu pochodziła Olimpias – matka Aleksandra Wielkiego. Trzecim osoba Pyrrusa – tego od pyrrusowego zwycięstwa – który toczył zacięte boje z imperium Rzymskim w III wieku p.n.e.
W późniejszych wiekach Epir był kolejno pod kontrolą Rzymu, Konstantynopola, Imperium Osmańskiego, Wenecji, a przez krótki czas także Brytyjczyków. W skrócie? Zadupie na obrzeżach Grecji, które bez przerwy przechodziło z rąk do rąk.

Co warto zobaczyć?

Na pewno największe miasto regionu Janinę z imponującą twierdzą, z której rządy nad regionem sprawował miejscowy despota Ali Pasza – „Lew z Janiny”. Poza interesującą architekturą (kto widział dużo meczetów w Grecji ręka do góry) na uwagę zasługuje sam fakt, że miasto nie znajduje się nad morzem tylko na dużym jeziorem, co także jest raczej nietypowe.

DSCN1711

Inne miejsce w Epirze warte odwiedzenia to Metsowo. Małe miasteczko zamieszkane przez Arumunów wyróżnia się drewniano-kamienną charakterystyczną zabudową. Słynie także z produkcji serów oraz wina. Jako, że w tym rejonie znajduje się rezerwat przyrody z chronionymi gatunkami niedźwiedzi zwierzak stał się symbolem miasta, czego najlepszym dowodem pomnik misiów w jego centralnej części.

DSCN1393

Największe wrażenie robi jednak Zagoria – jedno z najpiękniejszych miejsc dla miłośników przyrody. To tutaj znajduje się Wąwóz Vikos, który został umieszczony w Księdze Rekordów Guinnessa jako najgłębszy z kanionów na świecie, a także imponujące kamienne mosty oraz miasteczka w których wszystkie drogi oraz budynki wykonane są z kamienia w tradycyjnym stylu, charakterystycznym dla tego obszaru.

DSCN1804

Co jeszcze warto zobaczyć w Epirze? Na pewno zamki, które są pozostałością po wspomnianym wcześniej Ali Paszy oraz przebywających tu wcześniej weneckich rycerzach. My zwiedzaliśmy ruiny dwóch tego typu budowli – jednej w samej Pardze i drugiej niecałą godzinę drogi od naszego miejsca zamieszkania.

Co dalej? Aż prosi się o wycieczkę do sąsiedniej Tesalii do „wiszących” Klasztorów Meteora – położonych na stromych szczytach monasterów, które przez wiele wieków (aż do dziś) były miejscem kultu i ascezy. Meteory zaistniały w popkulturze najpierw za sprawą jednego z filmów z serii o Jamesie Bondzie („Tylko dla Twoich oczu”), a później także za sprawą zespołu Linkin Park, który nieprzypadkowo wybrał „Meteora” jako nazwę swojego  albumu.

DSCN1392

Bliskość greckich wysp to także okazja do rozmaitych rejsów. Z portu w Pardze mieliśmy okazję wypłynąć w podróż na Korfu, Lefkadę, Itakę, Kefalonię i Paxos. Skończyło się na wizycie na tej ostatniej wyspie, gdzie zwiedzaliśmy miasto Gaios.

DSCN1533

Jak widać możliwości jest bez liku, więc naprawdę trudno tu się nudzić, jeśli poszukujemy innych form spędzania czasu niż łapanie opalenizny w pozycji leżącej i robienie selfie.

Co zjeść i co wypić?

To żadna nowość, że Grecja słynie z sera feta i oliwek. Niemniej żeby uzmysłowić sobie dlaczego koniecznie trzeba spróbować miejscowych wyrobów! Z dań podawanych w tawernach oprócz ogólnie znanych dań jak gyros, souvlaki czy musaka mogę polecić kleftiko – jagnięcinę pieczoną w pergaminie razem z warzywami. Na deser najlepiej wybrać jogurt grecki z owocami (zazwyczaj podawany z miodem). Z napojów alkoholowych koniecznie trzeba spróbować Ouzo. Z napojów bezalkoholowych najbardziej zaintrygowała nas niewidziana nigdzie wcześniej green cola.

DSCN1553

Co w Grecji nas zaskoczyło?

Po pierwsze przedsiębiorczość Greków. W kraju, który uchodzi za skupisko nierobów widzieliśmy tyrających od rana do wieczora sklepikarzy czy właścicieli tawern. Nawet dzieci wieczorami sprzedawały na ulicach muszelki (inna sprawa czy pochodziły z własnych zbiorów czy raczej z pobliskiego sklepu z pamiątkami :) i nikt nie myślał co to siesta, nawet, gdy obchodzono tu jedno z greckich świąt, teoretycznie wolnych od pracy – widać na potrzeby turystyki zapomina się o odpoczynku i wygodnych przyzwyczajeniach.

Po drugie transport drogowy. Między miastami poruszaliśmy się albo nowiutkimi autostradami wybudowanymi z budżetu UE albo lokalnymi drogami, na których dwa pojazdy mijały się z wielkim trudem, a facet na ośle albo stado owiec przechodzące w poprzek to normalka. W miastach królowały natomiast albo skutery jak we Włoszech (które można było wypożyczyć na każdym kroku) albo małe i zwrotne auta, którymi łateo poruszać się
(i parkować!) na krętych uliczkach.
Po trzecie język i alfabet zupełnie niepodobny do niczego.
Po czwarte koty, których jest pełno na ulicach jak gołębi w Krakowie.

DSCN1555

Czy było warto?

Jasne, że warto. Dziwaczna podróż do Grecji i zwiedzanie jej najbardziej odludnych zakątków to wspaniała przygoda, która rozbudziła nasze apetyty na więcej. Dlatego możecie być przekonani, że jeszcze tam wrócimy.

A Wy jakie miejsce polecacie na wakacje?



About

Warszawiak na co dzień zajmujący się marketingiem w firmie turystycznej. Wcześniej interesował się wszystkim od archeologii, poprzez RPG i recenzowanie książek, kończąc na grach video. Jak to facet, praktyczny i konkretny wtedy kiedy trzeba.