glowne malta

Malta dla zaawansowanych – krótki przewodnik dla par

W tym roku po raz drugi (i na pewno nie ostatni!) pojechaliśmy na krótki urlop na Maltę. To, że Malta jest cudownym miejscem na podróżowanie we dwoje, szczególnie w kontekście podróży poślubnej już doskonale wiemy. Wszak pisaliśmy o tym w notce sprzed roku. Pamiętacie? Klik

Tym razem znów wybraliśmy gorące klimaty (w kwietniu), ale zamiast powtórki z rozrywki ułożyliśmy sobie zupełnie inny program zwiedzania, żeby zobaczyć coś nowego. Co ciekawego odkryliśmy? Jesteście ciekawi? No to jedziemy!

Przygotowania, czyli samodzielność to podstawa

Za pierwszym razem trochę poszliśmy na łatwiznę. Mieliśmy u zaprzyjaźnionego touroperatora zarezerwowany hotel razem z transferem lotniskowym. Tym razem już w 100% wszystko załatwialiśmy sami. Hotel z booking.com, przelot Wizzair i transfer lotniskowy rezerwowany przez internet. Rezerwacja hotelu to żadna filozofia. Co do przelotu jedna rada – bierzcie zawsze odprawę online – kwestia wydrukowania kartki A4, a oszczędność sięga kilkudziesięciu złotych na jednym bilecie – to szybkie i tak proste, że nie da się tego zrobić źle. To samo z transferem – kilka kliknięć załatwia sprawę dojazdu do hotelu. Na lotnisku na Malcie nie sposób nie znaleźć swojego kierowcy – wszak jest bardzo małe.

Żeby nie było, że jesteśmy tacy super ogarnięci. Znów zapomnieliśmy zabrać przejściówki do maltańskich (brytyjskich) gniazdek. Zorientowaliśmy się już na lotnisku, gdzie kupiliśmy oczywiście wtyczkę, ale znacznie drożej niż standardowa cena w markecie. Przez nasze zapominalstwo przejściówek mamy już chyba z 5. Możemy kolekcjonować jak pocztówki!

Witamy w Sliemie!

Poprzednio zatrzymaliśmy się w miejscowości Bugibba – popularnym wśród turystów kurorcie na północy. Tym razem wybraliśmy Sliemę, która jest dużym miastem położonym na przeciwko Valletty (zasadniczo po drugiej stronie wody) – po pierwsze ze zwykłej ciekawości i chęci odmiany, po drugie dlatego, że do Sliemy jest bliżej z lotniska, no i jest lepszym punktem wypadowym jeśli chodzi o zwiedzanie południa Malty. Miejscowość nie słynie raczej z zabytków, a życia nocnego podobnie jak położone obok St. Julians. Miasto jak miasto. To co zapamiętamy z niego najlepiej to wspaniały widok na Vallettę oraz pizzeria, w której wszystkie potrawy w karcie były ponazywane… nazwiskami piłkarzy.

malta pizza

Wycieczki autokarowe nie są dla lamusów!

Przyznam szczerze, że zawsze miałem bekę z turystów, którzy poruszali się busikami typu Sightseeing. Zupełnie niesłusznie! Dlaczego?

Cóż, wydawało mi się, że oglądanie zabytków i cykanie fotek z zewnątrz to nie jest typ zwiedzania, który mi odpowiada, bo lepiej pojechać do jakiegoś konkretnego miasta , pospacerować po nim, obskoczyć wszystkie muzea i potem wracać do hotelu. To był sposób zwiedzania, który praktykowaliśmy do tej pory, tym bardziej, że cenowo kalkulowało się wspaniale – na Malcie bilet na autobus kosztuje tylko 2 euro od osoby, poza sezonem 1,5.

Rzecz w tym, że te śmieszne autobusy, które objeżdżają pół Malty w 3 godziny funkcjonują na trochę innych zasadach niż mi się wydawało. Po pierwsze można sobie z niego wysiąść, pozwiedzać co się chce i dopiero wsiadać do następnego – najwcześniej po 30 minutach, ale można i za 2 godziny. Punktów do wysiadania jest z 10 i wiadomo, że wybierze się tylko kilka z nich. My mieliśmy ten komfort, że odpuściliśmy sobie wysiadanie w Valletcie, którą już dobrze znaliśmy z poprzedniego wyjazdu, a zamiast tego wybraliśmy Victoriosę ze świetnym Muzeum Morskim i Marsakloxx – portowe miasteczko słynące z tych kultowych łódek.

marsakloxx

Dodatkową korzyścią jest fakt, że w słuchawkach słyszymy audio guide (jest nawet język polski!). Pomijając już informacje o mijanych zabytkach, dzięki wycieczce możemy dowiedzieć się wiele o historii i kulturze Malty – ot choćby fakt, że Maltańczycy są mistrzami w produkowaniu fajerwerków!

Jak poproszą cię o rabat wyślij im zdjęcie…

Na pytanie o jakiś rabat często informuję, że to takie miasto. Oczywiście, kiedy pada to zdanie zazwyczaj autor ma na myśli to znajdujące się w Maroko. Jednak skoro na Malcie również występuje miejscowość o tej nazwie nie mogłem przegapić okazji. Tym bardziej, że tuż obok znajduje się Mdina – historyczne miasto otoczone imponującymi murami – dawna stolica.

 mdina

mdina2

No dobra, warto tam jechać? Jasne, że tak. Jak przystało na ciekawskich turystów zwiedziliśmy tam wszystko, co się dało: pozostałości rzymskiej willi zwane Domus Romana, Muzeum Historii Naturalnej i Muzeum Tortur (jęki konających są super!). No i jeszcze przejechaliśmy się po okolicy ciuchcią – warto było choćby ze względu na wspaniałe krajobrazy – rzadki to widok, gdy jakąś monumentalną budowlę na Malcie można zobaczyć z pewnego oddalenia, a nie z poziomu ulicy, co przy zwartej zabudowie jest wyjątkowo częste -kościoły normalnie stykają się z budynkami, a często od knajp dzieli je po 30 metrów.

wudiczek

Popeye, czyli jak z durnego filmu zrobić atrakcję turystyczną!

O Popeye Village czytaliśmy już wcześniej, ale w końcu zebraliśmy się w sobie i pojechaliśmy – bardzo dobra decyzja. O co chodzi z tą wioską? Dawno temu nakręcono tutaj film o tym irytującym przypakowanym marynarzu wcinającym szpinak. Znacie? Jeśli nie to nic straconego. Był beznadziejny. Rzecz w tym, że cała scenografia (czyli drewniane miasteczko) została na miejscu i zorganizowano tu coś w stylu parku rozrywki. Animatorzy w strojach piratów zabawiają dzieci i kręcą wspólnie filmy na fejsa, na miejscu jest muzeum komiksu, możliwość zwiedzania wszystkich domków z oryginalną scenografią, mini golf, jenga i multum innych atrakcji dla osób w każdym wieku. Żeby było ciekawiej 5 minut podróży autobusem dzieli Popeye Village od Meliehy, gdzie znajduje się najlepsza plaża na Malcie.

popeye2

Valletta po raz drugi

Jednak trochę nas ciągnęło do stolicy, więc wpadliśmy tam drugi raz, zobaczyć, czy coś się przypadkiem nie zmieniło. No i nieoczekiwanie naszym oczom ukazał się zupełnie nowy pomnik! Monument poświęcony jest temu słynnemu szczytowi migracyjnemu na który nikt z Polski nie chciał pojechać. Poza tym widzieliśmy jeszcze komiczną zmianę warty przed maltańskim odpowiednikiem Pałacu Buckingham oraz interwencję policji, która ratowała… uciekającą hulajnogę.

Teraz będzie najlepsze.

Napisaliśmy, że odwiedziliśmy Sliemę, pojechaliśmy na autokarowy objazd zahaczając o Victoriosę i Marsakloxx, byliśmy w Mdinie, Rabacie, Popeye Village i Valletcie. Jak myślicie, ile nam to zajęło? Dokładnie 4 dni. I to jest właśnie główna zaleta podróżowania po Malcie. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a odległości między poszczególnymi miastami tak małe, że rzadko jedzie się gdziekolwiek dłużej niż godzinę. Wyprawa z jednego końca wyspy na drugi to igraszka.

Malta daje radę jako kierunek wyjazdu i na wakacje i na majówkę i każdą inną okazję. Bardzo popularne są też wyjazdy na kurs językowy na Malcie. Tutaj dobrze poczują się młode małżeństwa,  rodzice z dziećmi, kobiety w ciąży, emeryci, studenci, uciekający przed wymiarem sprawiedliwości kanibale, jednym słowem raj dla każdego i na dodatek w rozsądnej cenie. Wciąż się dziwię, że zamiast na Maltę ktoś jeszcze wybiera się czasem do Mielna. No serio!

lody



About

Warszawiak na co dzień zajmujący się marketingiem w firmie turystycznej. Wcześniej interesował się wszystkim od archeologii, poprzez RPG i recenzowanie książek, kończąc na grach video. Jak to facet, praktyczny i konkretny wtedy kiedy trzeba.