_MG_4423

Fakty i mity na temat porodu… z perspektywy męża

Niby blog o ślubach, ale czasami nie umiem się powstrzymać i bawię się w eksperta w każdej dziedzinie. Z porodami mamy takie samo doświadczenie jak ze ślubem – dokładnie jeden raz przez to przeszliśmy i jakoś się udało. Zdanie na temat ciąży i porodu mam podobne jak o wychowywaniu dzieci – to nie nauka ścisła i żadna książka czy forum nie jest w stanie do tego przygotować. Narodziny czesia były więc okazją do zweryfikowania kilku wielokrotnie powtarzanych prawd.

1. Przecinanie pępowiny jest niesamowite – mit

Od początku chciałem być obecny przy porodzie no i byłem. Czy przecięcie nożyczkami jakiegoś sznurka zrobiło na mnie wrażenie? Absolutnie nie. I nie dlatego, że to nudne i wolałbym w tym czasie poczytać książkę albo pograć na Playstation. Rzecz w tym, że przecięcie pępowiny to już szczegół i odbywa się po tym, kiedy wszystko co najwazniejsze ma się już za sobą. Znacznie więcej emocji towarzyszy podczas kilku poprzednich godzin. Oczywiście pod warunkiem, że jest się na sali z żoną, a nie czeka pod drzwiami.

2. Najważniejsze, żeby trzymać żonę za rękę – mit

Ograniczenie roli faceta do trzymania za dłoń i mówienia, że będzie dobrze, to jakieś nieporozumienie. Przynajmniej w Szpitalu Bielańskim. Mąż może się wykazać jeszcze na piętnaście innych sposobów. Sam pobyt w szpitalu i szpitalna głodowa dieta wymagają już niemałego zaangażowania. Zawsze coś trzeba dokupić, przynieść, podać. Nie inaczej, jeśli chodzi o pomoc w opiece nad narodzonym przed chwilą dzieckiem. Pierwsze zmienianie pieluch czy przebieranie odbywa się właśnie na sali poporodowej i fajnie, jeśli zmęczona matka nie musi tego robić za każdym razem, bo czasem jej facet też się może zaangażować ryzykując, że zostanie obsikany albo pobrudzony resztkami wód płodowych wypływających z buzi. Także na sali porodowej jest dużo rzeczy do roboty – a to wypełnić ankietę, a to wyjąć coś z torby, a to podać ubranko, rożek czy pieluchę. Jednym słowem można liczyć na prawdziwe zaangażowanie, a nie tylko oczekiwanie ze smartfonem w dłoni aż wreszcie się skończy i będzie można cyknąć fotę. A trzymanie za rękę oczywiście też jest mega ważne, podobnie jak ćwiczenia oddechowe, których uczą w szkole rodzenia.

3. Poród jest straszny i można zemdleć od samego patrzenia – mit

Raczej nie. Tym bardziej, że personel wie, co mąż powinien oglądać, a czego raczej nie. Stąd nie powinna dziwić prośba o odwrócenie głowy lub udanie się za kotarę na minutę albo dwie podczas wykonywania niektórych zabiegów. Wyłaniania się głółwki dziecka na pewno się nie przegapi.

_MG_4425

4. Ostatnie kilka dni przed porodem najlepiej się wyspać, bo potem nie będzie kiedy – prawda

Pierwszy tydzień po porodzie zdecydowanie nie sprzyja wysypianiu się ani robieniu jakichkolwiek planów – nawet jeśli dotyczą tak prozaicznych rzeczy jak wyjście na zakupy. Lodówkę najlepiej zapełnić dużo wcześniej.

5. Nie znasz dnia ani godziny – prawda

W przeciwieństwie do ślubu porodu nie da się zaplanować. Oczywiście akcja porodowa w sklepie albo w taksówce to raczej rzadkość, niemniej dokładną datę porodu równie dobrze zamiast lekarza może oceniać wróżka. Zaplanowanie urlopu w pracy czy przekazanie obowiązków graniczy z cudem, bo nigdy nie wiesz czy dziecko wybierze się na świat dwa tygodnie przed terminem czy jednak 10 dni po terminie. Loteria!

Fot. Krystyna Sarnacka Photography



About

Warszawiak na co dzień zajmujący się marketingiem w firmie turystycznej. Wcześniej interesował się wszystkim od archeologii, poprzez RPG i recenzowanie książek, kończąc na grach video. Jak to facet, praktyczny i konkretny wtedy kiedy trzeba.